O autorze
Dziennikarz obywatelski. Działam na rzecz zwiększenia jawności w życiu publicznym korzystając z pomocy Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. W 2014 roku nominowana do nagrody Super Samorząd jako członek grupy nieformalnej Miasto Obywatelskie Lubartów, w ramach akcji Masz Głos, Masz Wybór za działania na rzecz świadomego głosowania w wyborach.

W 2015 roku zostałam laureatką konkursu dziennikarskiego na najlepszy materiał prasowy na temat petycji. Konkurs organizowała Kancelaria Senatu wspólnie z Instytutem Spraw Publicznych. Współtworzę serwis o pracy radnych: lubartow.mamprawowiedziec.pl i fanpage Miasto Obywatelskie Lubartów.

Tradycyjny katalog grzeszków, czyli gazeta samorządowa, brak BIP i opłaty za kserokopie „Czy każda Balbina musi być gąsk

SLLGO (Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich) – dzisiaj Sieć Obywatelska Watchdog Polska, w styczniu 2012 złożyła do Przewodniczącego Rady Miejskiej skargę na zaniedbanie i nienależyte wykonywanie przez Burmistrza Tłuszcza nadzoru nad Centrum Kultury, Sportu i Rekreacji w Tłuszczu. Skarga dotyczyła braku prowadzenia przez Centrum strony Biuletynu Informacji Publicznej oraz niezgodnego z ustawą wyznaczenia opłat za udostępnianie informacji publicznej.

Już kilka dni po wpłynięciu skargi na stronie http://cktluszcz.pl/ pojawił się stosowny dział. Na posiedzeniu Komisji Oświaty (2012.02.07) dotyczącym skargi, swoje zdanie w sprawie przedstawił dyrektor CKSiR Henryk Wysocki oraz prezes SLLGO Szymon Osowski. Relacje video z posiedzeń Komisji gminnej w tej sprawie, stanowią niechlubny przykład materiału poglądowego, w jaki sposób przedstawiciele władzy reagują na skargi obywateli, domagających się wypełniania ustawowych obowiązków. Jak Dyrektor CKSiR stwierdził, żądanie ich wypełnienia i generalnie – zachowanie członków SLLGO, jest nikczemne, niegodziwe i niemoralne. Przy okazji pouczając obecnych radnych, nie tylko w kwestiach prawnych, ale i kultury osobistej.

Centrum Kultury, Sportu i Rekreacji w Tłuszczu było ponadto wydawcą gazety samorządowej, za której likwidacją opowiedziała się większość radnych. Uzasadnienie projektu uchwały odrzucającego zmiany zawierał m.in. stwierdzenie, iż likwidacja „Nowego Toru” oznacza monopol na informację prasową oddany w ręce jednej tylko redakcji (jak rozumiem - Stacji Tłuszcz), a wiadomo przecież powszechnie jaki są skutki braku zdrowej konkurencji, regulującej taki czy inny rynek.

Sprawa wywoływała duże poruszenie, była szeroko komentowana. I bardzo dobrze. W końcu tu o aktywność mieszkańców także chodzi. Redaktorzy spowodowali uaktywnienie się wielu internautów. Nie wiemy, do jakiego grona odbiorców głównie trafili. Czy tych, którzy zatroskali się sytuacją Centrum Kultury, Sportu i Rekreacji, czy tych związanych z Dyrekcją Centrum. Pewnie do obu tych grup. Jednak ci związani z byłym już Dyrektorem Centrum uznali widać, że jest to na tyle poczytne i nośne medium, że trzeba tam zaprezentować swoje stanowisko. Nawet, jeśli tylko anonimowo.

Dlatego zamiast opisywania sprawy, wydaje się istotniejsze oddanie głosu internautom.
Pod materiałem o zwolnieniach w Centrum jeden z nich napisał: A ja myślę, że to jest zwykła nagonka na dyrektora. Kiedy Dyrektor Wysocki ujawnił ile tłuszczańscy społecznicy zarabiają na projektach unijnych i jak zatrudniają swoje całe rodziny, stał się wrogiem publicznym numer 1. Atak na dyrektora Centrum też jest mile widziany w oczach jednego z “najmądrzejszych radnych”.

Jak widać argumenty o zarobkach w organizacjach pozarządowych, zamiast dyskusja o sprawie, pojawiły się w Tłuszczu zanim to stało się modne.
W odpowiedzi na to inny internauta stwierdził: O ile pamiętam, tekst o “społecznikach” pojawił się po tym jak ci “społecznicy” zapytali dyrektora o jego rozliczenia. Wtedy nagle wstąpił w niego inkwizytorski zapał i znalazł wroga.(…)

Dyrektor CKSiR H. Wysocki został odwołany przez burmistrza. Powodem było złożenie przez niego rezygnacji. Burmistrz w informacji prasowej poinformował, iż dyrektor doskonale zarządzał zespołem, bywał prowokowany przez rozmaite środowiska i osoby. Zapewne także, przedstawiciele tych środowisk komentowali materiały na stronie Stacji Tłuszcz. Jednak głos ten zabierali także zwolennicy byłego Dyrektora.

Pan B. popełnił dłuższy komentarz, (całość tutaj: http://stacja-tluszcz.pl/?p=8009&cpage=1#comment-7751) jednak pozwolę sobie zamieścić obszerne fragmenty, ze względu na walor poznawczy: Gratuluję Szanowny Panie Redaktorze,
Muszę przyznać, że zaangażował Pan ogromne środki w celu realizacji swojego planu pozbycia się Dyrektora z Ośrodka Kultury oraz notorycznego paraliżowania pracy urzędu i narażania na duże straty samorządowy budżet w celu realizacji Pana “konstytucyjnych” uprawnień do informacji publicznej. Ponad milion* zł dotacji z unijnych środków (czytaj: z pieniędzy każdego z nas), zorganizowana grupa znajomych z Kastora i ST, kreowanie rzeczywistości i prowokowanie błahych zdarzeń, a następnie opisywanie ich na łamach gazety czyniąc z nich miejscową sensację. Jeżeli ma Pan odrobinę cywilnej odwagi, proszę podać do publicznej wiadomości, na jakie koszty naraża Pan urząd i Skarb Państwa (czytaj: z pieniędzy każdego z nas) w związku ze swoją działalnością pozyskiwania “niezbędnych” informacji, a następnie inicjowanie postępowań sądowoadministracyjnych. Już raz wyraziłem swój pogląd na ten temat na łamach ST, ale nie miał Pan odwagi** umieścić wpisu, bo precyzyjnie odnosił się do Pana działalności nadużywania*** prawa do informacji oraz prawa prasowego, a w szczególności udzielanie porad prawnych bez odpowiednich uprawnień****, co może w gruncie rzeczy przynieść osobie korzystającej z takiej pomocy więcej strat niż korzyści.
Już raz Panu Redaktorowi wskazałem, gdzie może powinien Pan rozpocząć poszukiwanie informacji publicznej – tak, tak…w miejscach użyteczności publicznej, tj. w publicznych szaletach i wychodkach. To tam właśnie Pana gazeta zostaje opatrzona w walor niezbędności użycia przy zajściu nagłej potrzeby.
Jeszcze raz gratuluję sukcesu, bo dzięki Pana działalności przy wsparciu pańskiego sonderkommando z Klubu Wzajemnej Adoracji Najświętszego Proroka Szydlika, bajkopisarzy z ST (skrzętnie obdzielający plusami i minusami wpisy na forum), a także eurokołchozu Kastor zamiast imprez kulturalnych i imprez z udziałem gwiazd jednego sezonu (skądinąd sławnej i utalentowanej) będziemy wysłuchiwać skowytu nadtłuszczańskich wilków, piania kogutów na płotach, porykiwania dzików…no i może odgłosy ciężkich powrotów nocą naszych poważanych Klubowiczów (Radnych) – Artystów malarzy, przyozdabiających nasze okoliczne parkany różnokolorowymi wizerunkami pawii i ptactwa wszelakiego.


Na opatrzone gwiazdką treści udzieliła odpowiedzi Agnieszka Puławska:
* Pani/Pan też może starać się o dotację. Co stoi Panu/Pani na przeszkodzie…?
** wpis nie został opublikowany, ponieważ był niezgodny z regulaminem
*** proszę nie być śmiesznym… jak można nadużywać prawo do czegoś? Szczególnie, gdy jako dziennikarz się na informacji pracuje.
**** w ramach projektu Obywatelskie Biuro Porad, bo chyba o to Panu/Pani chodzi, udzielamy wyłącznie informacji prawnych i porad obywatelskich. Rozumiem jednak, że bezpłatną pomocą prawną rozumianą w ten sposób, “podpadliśmy” najwyraźniej niektórym prawnikom.
Poczułam się zobowiązana, żeby jako prezes stowarzyszenia sprostować Pani/Pana bardzo krzywdzący wiele osób wpis. Co do reszty tej żółci – szkoda czasu


Ze względu na objętość trudno przytaczać cała dyskusję, jaka pojawiła się pod informacją prasową, ponieważ widnieje tam ponad 80 komentarzy. Po publikacji cytowanego wpisu, dyskusja rozwinęła się w stroną zasadności uzyskiwania informacji publicznej.
Jak wskazał jeden z internautów, lepiej jeśli o takie informacje wystąpi lokalne medium, ponieważ zmniejszy to koszty, niż gdyby każdy z mieszkańców występował o nie odrębnie. Ponadto odpowiadając na wpis innego internauty, stwierdził, iż celem uzyskania informacji jest wiedza, na co idą publiczne środki. Zauważył również, że nie byłoby to potrzebne, gdyby przychodzące i wychodzące dokumenty były od razu skanowane. A problem pojawia się wtedy, gdy jakiś obywatel chce skorzystać ze swojego prawa. Komentował: Wie Pan, że na tych “chorych” ideałach w postaci transparentności władzy, kontroli społecznej opiera się demokracja? (…)Jak ktoś ma swoje zdanie to musi być już politycznie sterowany i musi mieć popleczników? Mi się zwyczajnie nie podoba to co robi obecna władza. (…)Z jednej strony nie widzi Pan problemu w puszczeniu z dymem kilkudziesięciu tysięcy zł na imprezkę a z drugiej zabrania Pan uzyskać informację publiczną bo to drogo.

Znalazło się miejsce, gdzie taka dyskusja mogła się odbyć. Znalazły się materiały poruszające opinię publiczną. Znaleźli się chętni, by ją prowadzić. Dyskusja o potrzebie funkcjonowania medium lokalnego poza kontrolą władzy jest tu bezprzedmiotowa.

Pytanie, które trzeba tu postawić, brzmi: kto dyskutuje pod publikowanymi artykułami? Czy aby na pewno mieszkańcy? Z własnych doświadczeń wiemy, jak zwodnicze bywa to przekonanie. Ponieważ najczęściej zwykli mieszkańcy są czytelnikami tak artykułów, jak i komentarzy pod nimi. Natomiast komentarze, zwykle zamieszczają osoby związane z obozem władzy lub jej przedstawiciele i przedstawiciele obozu przeciwnego.
I to także jest dobra okazja, by to odbiorcom uświadomić. Nie tylko tym, którzy dadzą się uwieść zaangażowaniu komentujących „zatroskanych mieszkańców”, a których troska wynika faktycznie z obrony własnych interesów i posad. Także tym, którzy rzeczywiście próbują dokonywać zmian na lepsze w swoich społecznościach, z kim tak naprawdę dyskutują. Ale i tym, którzy są tylko niemymi czytelnikami. Że jest to zwykle jedynie ciąg dalszy propagandy, ze zmodyfikowaną treścią narracji i tempem.
Czytajmy didaskalia. One są niemal tak ważne, jak zasadnicza treść sztuki.

Stacja Tłuszcz

Trwa ładowanie komentarzy...